Misinformacja tranzycji.pl o Fundacji Prostasia
host/Morgan(host) (on/jego) | 14.06.2026
Jeśli kolory tekstu utrudniają ci czytanie, możesz je wyłączyć w ustawieniach.
Po pierwsze muszę jasno zaznaczyć: ten post nie ma na celu atakować tranzycji.pl. Nie uważam jej zespołu za złych ludzi, nie chcę ich cancellować ani nic podobnego. Specjalnie użyłem słowa „misinformacja” zamiast dezinformacji, chociaż w polskim często się między nimi nie rozróżnia, bo dezinformacja jest działaniem podłym i celowym (patrzcie artykuły Anny Slatz poniżej), a tutaj tranzycja.pl jedynie (mam nadzieję) niezamierzenie przekazała dalej błędne informacje szerzone przez prawicowe grupy. Piszę to przede wszystkim dlatego, że to mój sposób na radzenie sobie z trudnymi sytuacjami (też jakby ktoś pytał, czemu wyciągam ich post sprzed dwóch lat – zobaczyłem go po raz pierwszy dopiero rok po publikacji, pół roku zabrało mi zabranie się do pisania i kolejne pół zebranie się, żeby go dokończyć — a czas tak szybko mi leci, że rana wciąż jest dość świeża). Chciałbym wam pokazać na przykładzie, jak łatwo wszyscy ulegamy takim wpływom, kiedy ktoś porusza emocjonalny dla nas temat (tak, ja też).Mam nadzieję, że to pomoże wam w przyszłości zastanowić się chociaż chwilę i wysłuchać, co druga strona faktycznie mówi, zanim pozwolicie swoim uprzedzeniom wziąć nad wami górę i zaczniecie powielać postawy krzywdzące niewinne osoby. Pozwoliłem sobie na odrobinę sarkazmu w niektórych miejscach, wyłącznie dlatego, że nie sądzę, że ten tekst przy moich obecnych zasięgach ma szansę do nich dotrzeć. Pewnie bym w ogóle nie odważył się go opublikować, gdybym się spodziewał, że go kiedyś zobaczą – tyle już razy zawiodły mnie „tolerancyjne” osoby, uparcie trzymające się swoich uprzedzeń do bardziej marginalizowanych grup, że straciłem już wszelkie oczekiwania do kogokolwiek. Ale jeśli złożyło się inaczej i tutaj jesteście, wiedzcie, że to nic osobistego, po prostu nie potrafię już w pełni trzymać swoich emocji na wodzy po tylu bolesnych rozczarowaniach. Co nie zmienia faktu, że naprawdę doceniam waszą stronę i sam nie raz czerpałem z niej wiedzę.
No to jak konieczne formalności mamy z głowy, możemy przejść do sedna. Jako że to debunkujący post, oczekujecie pewnie, że zacznę od dezinformacji, a potem opiszę, co jest w niej nieprawdziwe i dlaczego. Tak też zamierzałem na początku zrobić, ale sama Fundacja Prostasia zwróciła uwagę, że próba poprawienia już usłyszanych błędnych informacji może je nawet jeszcze bardziej utrwalić. Podejrzewam, że większość z was tutaj albo nie czytała tego konkretnego wpisu, albo nie zanotowała w pamięci tak krótkiego fragmentu, albo nawet nie zna tranzycji.pl (wszystkich nas trochę interesują dramy, czyż nie?). Zacznę więc nietypowo, od informacji, a dezinformacją zajmę się za chwilę, żeby wasze pierwsze wrażenie nie było negatywne i wyrobiło wam błędnego obrazu na emocjonalnym poziomie, którego fakty już nie zdołają naprawić.
Fundacja Prostasia została stworzona w celu zapobiegania wykorzystywaniu seksualnemu dzieci, przyjmując przy tym podejście oparte nie na emocjach, a na potwierdzonych naukowo faktach. Powstała w odpowiedzi na fakt, że wiele organizacji, zasłaniając się troską o dobro dzieci, tak naprawdę atakuje wartości sprzeczne z Chrześcijańską moralnością seksualną – osoby LGBTQ+, pracę seksualną, pornografię i nawet masturbację.[1] Wcale przez to nie pomagają dzieciom, często wręcz przeciwnie – dzieci LGBTQ+ częściej zostają ofiarami przemocy seksualnej[2] i stygmatyzowanie ich nie pomaga im podnieść się po przeżytej traumie, a zakazywanie edukacji seksualnej nie tylko odbiera dzieciom możliwość dowiedzieć się, że wykorzystywanie jest nieakceptowalne i do kogo mogą się udać po pomoc w takiej sytuacji, ale także nauczyć się, jak nie skrzywdzić innych – za ponad 1/3 przypadków wykorzystania dzieci zgłoszonych na policję odpowiadają osoby, które same są niepełnoletnie, a nawet 1/8 z nich ma poniżej 12 lat w momencie popełnienia przestępstwa[3] (po sposoby zapobiegania oparte na faktach patrz przyczyny i zapobieganie wykorzystywaniu seksualnemu dzieci; w momencie pisania tego wpisu artykuł jeszcze nie jest skończony, ale jeśli czytacie to dużo później, są szanse, że udało mi się do niego wrócić).
W czasie swojej działalności Fundacja zrobiła wiele dobrego dla zapobiegania przemocy seksualnej wobec dzieci oraz przeciwdziałaniu dyskryminacji grup mniejszościowych. Jej osiągnięcia to między innymi doprowadzenie do usunięcia strony z materiałami wykorzystywania dzieci z wyszukiwarek Bing i DuckDuckGo, dotarcie do setek tysięcy osób poszukujących takich treści w internecie z reklamami odsyłającymi do materiałów zapewniających pomoc w zaprzestaniu ich oglądania, sponsorowanie grupy wsparcia dla osób pedofilnych, które nie chcą skrzywdzić dzieci, i wyposażenie jej w mechanizm wykrywający i usuwający szkodliwe zdjęcia i nagrania, rozpoczęcie badań naukowych nad potencjałem fikcyjnej pornografii dziecięcej do zapobiegania wykorzystywania prawdziwych dzieci i protestowanie przeciwko prawom mającym zapobiegać seksualnej krzywdzie, a raniącym osoby pracujące seksualnie.[4] Niestety działania Fundacji spotkały się z bardzo silnym protestem społeczeństwa, w szczególności prawicowych grup. Nie mogę się tutaj nie zgodzić ze słowami Cantora (doradcy Fundacji Prostasia): „Jest niewiele publiczności zdolnych do odłożenia swoich emocji na bok wystarczająco, żeby myśleć o tym logicznie. Co dla mnie jest prawdopodobnie najsmutniejszą częścią tej historii, albo jedną z najsmutniejszych. Mamy przed sobą zdolność do zapobiegania tak dużo lepiej, poprzez samo wzięcie podstawowego naukowego wniosku, który przed nami leży, i wyciągnięcie z niego wniosków. Ale ludzie stali się niemal samouwielbiający w swoim nieracjonalnym podejściu do problemu. […] Wściekłość jest tak zrozumiała, ale tak całkowicie uniemożliwia nam myśleć logicznie o tym, jak naprawdę rozwiązać problem.”.[5] Jeśli jesteś jedną z tych osób, które nie potrafią odłożyć swoich emocji na bok, cóż, to nie jest artykuł dla ciebie. Ale musisz zadać sobie pytanie: czy wyładowanie na kimś swojej wściekłości jest dla ciebie naprawdę ważniejsze, niż faktyczne dobro dzieci?
Dla mnie historia zaczęła się, kiedy wszedłem na stronę Łukasza Sakowskiego, którą już od jakiegoś czasu miałem zapisaną w zakładkach do poczytania na później. Nie polecam. Wszedłem na wpis o faktach zombie i pierwsze dwa przyjemnie mi się czytało. A potem nastąpiło bardzo bolesne zaskoczenie, że jako trzeci „mit” opisana była tranzycja. Bolało bardziej, bo zupełnie się nie spodziewałem; przebywam zwykle w tolerancyjnych ateistycznych przestrzeniach i wyrobiłem sobie najwyraźniej podświadome przekonanie, że jak ktoś obala kreacjonizm, to jestem przy nim bezpieczny. I nie pamiętam już dokładnie, czego dokładnie szukałem, ale w próbach odwiedzenia samego siebie od napisania posta z obaleniem jego dezinformacji (to mój dezadaptacyjny mechanizm radzenia sobie) zaszedłem na blog tranzycji.pl. I bardzo się ucieszyłem, widząc post Polityka dezinformacji. Analiza manipulacji Łukasza Sakowskiego na temat transpłciowych nastolatków. i stwierdzając, że ja mogę sobie odpuścić, bo bardziej kwalifikowane w tym temacie osoby już się gościem zajęły. Tylko po to, żeby potem zacząć go czytać i doświadczyć kolejnej bolesnej niespodzianki w postaci słów: „Cantor twierdził również, że akronim LGBT powinien zawierać w sobie pedofili, jak i służył w charakterze doradcy w propedofilskiej organizacji Prostasia, której członkowie byli aresztowani i skazywani prawomocnymi wyrokami za czyny pedofilne.”. I w pierwszym momencie ja sam zwątpiłem, czy na pewno nie pomyliłem fundacji przeciwdziałającej krzywdzeniu dzieci z jedną z tych negujących traumatyczność wykorzystywania seksualnego. Ale nie. I o ironio akurat w artykule obalającym dezinformację.
Tak jak już mówiłem, sądzę, że tranzycja.pl nie zrobiła tego celowo, a jedynie dała się nabrać na prawicowe ataki dezinformacyjne skierowane w Fundację. Ich jedyne źródło na temat osób członkowskich Fundacji skazanych za wykorzystanie dzieci to artykuł zamieszczony przez Annę Slatz na stronie 4W.. W artukule zespół tranzycji.pl tytułuje jedną sekcję „warto czytać swoje źródła” – dodałbym do tego, warto również sprawdzać jakość swoich źródeł. W tym przypadku nie potrzeba do tego wiele wysiłku – założycielka strony pisze: „4W istnieje, żeby udostępnić platformę dzisiejszym feministkom, które odważnie występują przeciw mainstreamowej narracji, żeby bezkompromisowo przynieść wam historie o problemach dotykających dzisiejszych kobiet. Stworzyłam ją w 2019, po tym, jak zostałam zwolniona z pracy inżynierki oprogramowania w Philly za napisanie artykułu krytykującego wzejście 'niebinarnych' tożsamości z feministycznego punktu widzenia. Niedługo potem zostałam zbanowana z popularnej platformy blogginowej Medium – jednego z nielicznych miejsc online, gdzie początkujący pisarze mogą zarobić przyzwoite pieniądze. Zrozumiałam, że kobiety potrzebują miejsca, gdzie mogą nie tylko swobodnie pisać o problemach takich jak tożsamość płciowa i męska przemoc, ale gdzie mogą też zostać wynagrodzone za swoją pracę.”. Jeśli chcecie wiedzieć, o jakich innych rzeczach pisze tam Anna Slatz, przytoczę jedynie parę tytułów: „AKTUALIZACJA: Gwałciciel 'noszący spódniczkę' umieszczony w rejestrze przestępców seksualnych DO KOŃCA ŻYCIA!”, „UK: Mężczyzna identyfikujący się jako trans UNIKNĄŁ więzienia za obrazy wykorzystywania seksualnego małego dziecka”, „'Feministyczny kolektyw' przestaje reportować femibójstwa z powodu oskarżeń o transfobię”, „Magazyn Marie Claire wyznacza męskiego sutenera jako top aktywistę praw kobiet”. Jaka ironia, cytować taką osobę w artykule obalającym transfobiczną dezinformację. Ale czyjeś uprzedzenia oczywiście nie czynią samej informacji z automatu błędnej, zajmijmy się więc jej artykułem o Prostasii. Całego nawet nie zamierzam czytać, wyciąganie rzeczy z kontekstu, byle wywołać w osobie czytającej jak największe emocje, jest po prostu obrzydliwe (żeby zobaczyć, o czym mówię, spójrzcie na screen tweeta Berlatsky'ego, a potem wejdźcie w łaskawie zapewniony przez Slatz link i przeczytajcie cały wątek – przecinek na końcu powinien zapalać czerwoną lampkę, że może myśl nie została dokończona!). Skupię się tylko na fragmencie, którego tranzycja.pl użyła jako swojego źródła. Pierwszy na liście jest Guy Hamilton-Smith, który przez krótki okres służył jako doradca Fundacji. Hamilton-Smith otwarcie przyznawał się do tego, że chociaż nie jest pedofilem, popełnił wykroczenie związane z materiałami przedstawiającymi wykorzystywanie seksualne dzieci, i wykorzystywał swoje doświadczenia z systemem karnym do sugerowania, jak można byłoby ulepszyć jego efektywność w zapobieganiu i rehabilitacji innych przestępców.[6] Drugi jest współpracownik naukowy Jeff White, uznany za tę samą osobę co Jeffrey Alan White, figurujący w rejestrze karnym za wykorzystanie dziecka. Czy macie pojęcie, ile wyników wychodzi, kiedy wpisze się w internet Jeff White, a nawet Jeffrey Alan White? Jedynym punktem zaczepienia jest uniwersytet, podany w cytowanym przez Slatz dokumencie Fundacji – i jedynym użytecznym wynikiem wychodzącym dla „Jeff White U-MN Morris” jest archiwum uniwersytetu z rocznika 1977-78.[7] Ponieważ Jeff-przestępca miał 24 lata w roku 2012, możemy śmiało założyć, że to nie ta sama osoba. Zostaje nam więc tylko jeden człowiek, który skrzywdził dzieci, z tego co rozumiem, przed rozpoczęciem współpracy z Fundacją, i który nawet nie był jej członkiem. Ciąg przyczynowo skutkowy jest tutaj bardzo istotny – powinno być dla nas dobrą wiadomością, że są osoby, które chcą się zmienić i pomóc innym nie dopuścić do wyrządzenia tych samych krzywd, których oni żałują (jeśli się nie zgadzacie, powinniście nie chcieć mnie w sferze aktywizmu na rzecz osób LGBT, bo byłem kiedyś transfobiczny i homofobiczny). Współpraca z takimi osobami jest nawet wskazana, bo one najlepiej wiedzą, co doprowadziło je do popełnienia takich czynów i co mogłoby temu zapobiec.
Przejdźmy do drugiej misinformacji. To teraz najpierw tak: Fundacja Prostasia nie zgadza się z doktorem Cantorem w kwestii, czy P powinno zostać dodane do LGBT.[6] Druga rzecz: tak, powiedział coś takiego, ale nie miał na myśli tego, co pewnie myślicie, że miał. I trzecie, to, że przedstawiam tutaj jego pozycję, niekoniecznie znaczy, że się całkowicie z nim w tej kwestii zgadzam – moje zdanie opisuję później. Zajmijmy się najpierw wywiadem przeprowadzonym przez Fundację Prostasia, w którym Cantor dokładnie opisuje, co dokładnie powiedział i dlaczego. Przetłumaczyłem tutaj fragment, na miarę moich możliwości, ale jeśli możecie, zachęcam was do obejrzenia całości w oryginale. Po pierwsze, ponieważ uważam go za wartościowy materiał, jeśli wasza wiedza w temacie pedofilii i wykorzystywania dzieci ogranicza się do popularnych mitów. Po drugie, z racji tego, że nie jestem profesjonalnym tłumaczem i Cantor akurat używa sporo potocznych zwrotów, których znaczenia nie da się do końca na polski przełożyć. I po trzecie, jako ćwiczenie w chronieniu się przed nabraniem się na dezinformację w przyszłości. Miło mi, jeśli mi ufacie, ale dlaczego? Czy dlatego, że sprawdziliście moje źródła wystarczająco razy, żeby móc założyć, że generalnie nie przekręcam tego, co jest tam zapisane? Czy dlatego, że brzmię profesjonalnie, że podaję dużo odnośników, że podoba się wam to, co akurat mówię? Jak opisywany tu przypadek pokazuje, na to ostatnie chyba najłatwiej się wszyscy łapiemy. Wyciąłem z wypowiedzi kilka fragmentów, bo doktor trochę się rozwleka, ale znak „[…]” powininen zawsze zapalić czerwoną lampkę – czy na pewno nie ma tam czegoś, co zmieniłoby sens całej wypowiedzi?
Na pytanie o jego „kontrowersyjną pozycję, że niekrzywdzące osoby pedofilne powinny móc bronić swoich zainteresowań pod banerem LGBTQ”, dr Cantor odpowiada tak: „A, myślę, że to trochę mocno powiedziane, w stosunku do tego, co powiedziałem, wiesz — mówimy o tweecie.”[5]. Tutaj opisuje tweeta i swoją odpowiedź, ale żeby nie polegać na ludzkiej, niedokładnej pamięci, przytaczam tutaj jej dokładny tekst: „mówiąc jako gej, wierzę, że POWINNIŚMY zawrzeć P. Postąpienie inaczej to zdradzenie zasad, które dają nam nasze prawa.”[8] Cantor kontynuuje o sytuacji: „I stąd, wiesz, jestem wystarczająco znaną postacią i potem konserwatywne strony to podłapały i tak dalej, i wszyscy obrócili to w, wiecie, że mówię coś, czego nie mówiłem. […] Jak mówię, podstawowa zasada, które czyni mniejszość seksualną mniejszością seksualną, i co czyni prawa społeczne mniejszości seksualnych, co sprawia, że ktoś znajduje się w tej tęczy, z mojego punktu widzenia, to że ludzie mają prawo wyrażać jakąkolwiek tylko seksualność mają, tak długo, jak to nie robi krzywdy nikomu innemu, i że te osoby zasługują na prawo do pracy, wolność od przemocy, brak dyskryminacji w dostępie do mieszkań, powinny dostać wszystko, zwyczajne rzeczy, bez względu na ich status mniejszości seksualnej. Ludziom zabraniano rzeczy, ponieważ byli gejami, lesbijkami, i ostatecznie to jest to, co trzyma te osoby razem. […] Pedofilia pasuje do tego wszystkiego. Na co my, jako mniejszości seksualne, zwracamy wszystkim uwagę, jest, że nie ma znaczenia, czy przez to czujesz się niekomfortowo, my zasługujemy na te prawa. Co wszyscy robią, mówiąc 'o nie, nie chcemy, żeby pedofilia była tego częścią', cóż, nie, to jest czynienie innym tego samego, co uczyniono wam.” (wyróżnienia dodane przeze mnie). Na pytanie prowadzącego wywiad, czy mimo wszystko nie jest słuszny argument, że poprzez zapewnienie równości w zatrudnieniu możemy wprowadzać osoby, które mają wyższe od przeciętnego ryzyko wykorzystania dziecka, do miejsc pracy, w którym mogą mieć bliski kontakt z dziećmi, odpowiada: „jest słuszny, jeśli może być udowodnione, że to jest słuszna społeczna sprawa, znaczy, dla słusznych powodów związanych z krzywdą, potencjalną, przewidywalną krzywdą, to jest okej, mogę to zrozumieć. Ale to nie jest naprawdę ten sam poziom, co: 'właściciel mieszkania po prostu nie chce twojego rodzaju osób w tej okolicy'. Albo 'po prostu nie chcę być kojarzony z -', 'sprawiasz, że wyglądamy jak -', 'nie jesteś mile widziany na marszu [równości]', prawda? Więc nie mam zamiaru walczyć o specyficzne ekstrema, mówię tylko, że co robimy dla każdej z tych grup, to zrobienie dla nich przestrzeni, jak to możliwe, ale są dla tego uzasadnione ograniczenia.” (wyróżnienie dodane przeze mnie).
Jeśli ufacie mi, że dr Cantor nie definiuje krzywdy w tak pokrętny sposób, żeby wykluczyć z niej wykorzystywanie dzieci, możecie pominąć ten akapit. Ale nie zdziwi mnie, jeśli macie wątpliwości, przy tym, ile osób adwokackich gwałtu próbuje przekonać ludzi, że wykorzystanie seksualne nie jest traumatyczne, że ofiara wyolbrzymia, szybko dochodzi do siebie, albo że orgazm to dowód na to, że tak naprawdę tego chciała (nieprawda, patrz sprzeczność podniecenia seksualnego). Dla ich rozwiania przytoczę wcześniejszy fragment jego wypowiedzi: „[…] i jest trochę osób, które lubią wczesne nastolatki, 12-13, aż do 20. Więc dla części osób to nie jest, wiecie, mogą skupić swoją energię i uwagę i szczere relacje bliżej tej górnej granicy, ale nadal muszą zmagać się z pewnymi problemami wokół ich pociągu do dzieci, ale mają opcje, wystarczająco pociągają ich dorośli, że możemy na tym kapitalizować, wiedzą, że to jest niewłaściwe i nigdzie nie zajdzie. I dalej, są ludzie, którzy mają dorosłe osoby partnerskie, smukłe, względnie bezwłose, mają cechy osobowości które są trochę dziecięce. I wszystko jest robione poprzez fantazję, z chętną osobą partnerską, wiecie, zakładają piżamy czy onesie i odgrywają fantazję w ten sam sposób, w który wszystkie inne osoby odgrywają fantazję, ale to ma w tym kontekście głębsze znaczenie. Ci ludzie, którzy, rzecz jasna, zmagają się najbardziej, to ci, których pociąg seksualny jest ograniczony do dzieci w wieku dojrzewania, przed wiekiem dojrzewania, wiecie, 14 i poniżej. To są osoby, dla których nie ma alternatywy. I teraz, są pewne słuszne pytania na temat tego, co jest akceptowalne, a co nie, i myślę, że są pewne ważne pytania na temat tego, na jakiej dokładnie podstawie chcemy postawić granicę, które jako społeczeństwo musimy sobie zadać. Gdzie ja chciałbym postawić tę granicę, to w istocie jest 'nie krzywdź'. Jeśli ktoś może udowodnić, że coś faktycznie wyrządza krzywdę, tak, wyrzucamy przez okno, to jest właśnie to, co powinniśmy robić, zapewnienie bezpieczeństwa ludzi jest naszym obowiązkiem, rozumiem to. Ale większość rzeczy, o których ludzie teraz mówią, ludzie mówią o banowaniu materiałów, ponieważ wywołują one w nich dyskomfort. Rozumiem taki sposób myślenia, ale jestem ćpunem wolności słowa, i to, że coś sprawia, że czujesz się niekomfortowo, nie jest dla mnie wystarczającym powodem, żeby tego zakazać. Myślę o lalkach do seksu, realistycznych lalkach do seksu, ale zaprojektowanych, żeby wyglądać jak dziecko. I nie trudno przewidzieć w przyszłości, roboty do seksu, tak samo, zaprojektowane do wyglądania jak dziecko. Czy te liczą się jako dziecięca pornografia*? A-a. Problem z dziecięcą pornografią jest taki, że czyni ofiarą podmiot pornografii, to dziecko nie może się zgodzić, albo wyrazić świadomej zgody. Ale kiedy mówimy o bryle lateksu, o zabawce seksualnej… Naprawdę? Czy to jest to, kogo chronimy? Czujemy się zniesmaczeni, czujemy się niekomfortowo, ale jak mówię, to nie jest przykład krzywdy. Jeśli byłyby dowody łączące używanie zabawek seksualnych do pewnego rodzaju przestępstwa – okej. Ale nie mamy takich dowodów. Ale co możemy sobie wyobrazić, i nie ma dowodów na tą drugą stronę, ale jest łatwo sobie wyobrazić, że posiadanie zabawki do seksu, czegoś, z czym można się pobawić, rozładować napięcie, wiecie, masturbacja, bryła lateksu, coś, co wszyscy inni mają, może rozładować popęd seksualny tych osób wystarczająco, żeby było im łatwiej siebie kontrolować. To też jak najbardziej słuszna hipoteza.” (wyróżnienie dodane przeze mnie).
I oczywiście musiałem też sprawdzić, czy Cantor jest transfobiczny, chociaż jego poglądy na sprawę, w której ekspertem nie jest, nie umniejszają jego wiedzy w jego własnej dziedzinie ekspertyzy, którą jest seksualność i pedofilia w szczególności (tak jak uprzedzenia tranzycji.pl w dziedzinie pedofilii nie przekreślają ich ekspertyzy w dziedzinie transpłciowości i tranzycji). Po szybkim przeszukaniu internetu nie nazwałbym go transfobicznym, ale nie nazwałbym go także najlepszym sojusznikiem. Wspiera prawa osób transpłciowych (patrz chociażby jego strona internetowa), ale tylko te, które uważa za wystarczająco potwierdzone naukowo, czyli nie tranzycję dla osób nastoletnich i bez psychologicznej ewaluacji. Z jednej strony uważam, że nie powinniśmy od razu odrzucać zdania innych osób, jeśli tylko się z nami nie zgadzają w każdej najdrobniejszej rzeczy, bo mogą mieć w pewnych kwestiach rację (założe się, że gdyby rzecz dotyczyła tranzycji osób transniepełnosprawnych, większość osób trans nawet nie posunęłaby się tak daleko, jak pozycja Cantora w tej kwestii). Ale z drugiej strony nauka w kontrowersyjnych tematach nigdy nie jest w pełni obiektywna i tutaj mam wrażenie, że Cantor wykorzystuje jej braki, żeby usprawiedliwić pewne swoje uprzedzenia (aż krew mi się zagotowała od jego niektórych wypowiedzi; bardzo dziwnie słyszeć stwierdzenie, że nie można obiektywnie potwierdzić istnienia pedofilek, więc bardziej prawodopobnym wyjaśnieniem jest szukanie atencji albo zaburzenia osobowości, z ust kogoś, kto bez zająknięcia mówi o lesbijkach). Nie wydaje mi się osobą, która prowadziłaby „terapię” konwersyjną dla kogokolwiek, bo jego pogląd na tę sprawę wydaje się być taki, że w przypadku wielu osób nastoletnich transpłciowa tożsamość wygaśnie z wiekiem, więc żadna zmiana na siłę nie jest potrzebna. Ale nie weryfikowałem, jak was to interesuje, to poszukajcie sami, ja już wystarczająco godzin poświęciłem na ten post i szkoda mi tracić więcej nerwów, tak w sumie do niczego mi nie jest potrzebna ta wiedza (co ja w ogóle robię ze swoim życiem?).
Może zadajecie sobie pytanie, dlaczego to jest takie ważne, dlaczego tak dużo o tym napisałem, to przecież tylko jedno zdanie z jednym drobnym błędem, który nie może być aż tak istotny, prawda? Nie ważne, jak niewielkie, wyrażanie uprzedzeń zawsze krzywdzi marginalizowane osoby (prawie połowa osób z pociągiem do nieletnich doświadczyła myśli samobójczych, a 2/5 z nich zaczęły je mieć przed osiągnięciem pełnoletniości[9], i to statystyki bez uwzględnienia tych, które dorosłości nie dożyły — obchodzi was dobro wszystkich dzieci, czy, jak osób transfobicznych, tylko tych „normalnych”, społecznie akceptowanych dzieci?). Nawet gdybym sam nie miał zaburzenia parafilnego, dobro innych obchodzi mnie na tyle, że bolałoby prawie tak samo — zwłaszcza że nadeszło od zespołu, który w pewnym stopniu podziwiałem. A oprócz tego stygmatyzacja akurat tej grupy rani nie tylko ją, ale ironicznie przyczynia się do wykorzystywania seksualnego dzieci — zwiększa samotność i pogarsza zdrowie psychiczne, dwa czynniki ryzyka popełnienia przestępstwa, sprawia, że takie osoby boją się zwrócić do kogokolwiek o pomoc i pozbawia je społecznego wymiaru motywacji do panowania nad pragnieniami (jaka różnica, zrobisz to czy nie zrobisz, jeśli i tak wszyscy będą cię postrzegać za potwora). Ale fakt, takie uprzedzenia nawet w lewicowych sferach są tak powszechne, że pewnie nie zdecydowałbym się napisać w odpowiedzi całego artykułu, gdyby rzecz nie dotyczyła fundacji, którą już wcześniej znałem. Być może zauważyliście, że cały czas piszę o niej w czasie przeszłym. Wynika to z faktu, że we wrześniu 2025 roku Fundacja Prostasia zakończyła swoja działalność.[10] W 2021 rozpoczęła się prawicowa kampania dezinformacyjna skierowana w Fundację i już po kilku miesiącach dyrektor wykonawczy Jeremy Malcolm ogłosił swoją rezygnację, nie mogąc wytrzymać doxxingu, utraty klientów i hejtu w mediach społecznościowych, które negatywnie wpłynęły na jego zdrowie psychiczne.[4] Dla bezpieczeństwa osób członkowskich Fundacja była zmuszona zakończyć polityczny aktywizm, organizację wydarzeń i część ze swoich poprzednich programów; jedna osoba nawet zmieniła nazwisko, żeby uciec od napastowania. I w końcu prawica dopięła swego i chociaż część wartościowych projektów rozpoczętych przez Fundację jest kontynuowana, straciliśmy bardzo istotną organizację, która mogła uczynić prawdziwy przełom w zapobieganiu wykorzystywaniu seksualnemu dzieci. I dla mnie chyba najsmutniejszą częścią tej historii jest właśnie fakt, jak łatwo osoby, które starała się chronić przed organizacjami jedynie zasłaniającymi swoje uprzedzenia troską o dobro dzieci, ślepo dawały wiarę perfidnej dezinformacji, która karmiła ich własne uprzedzenia. I to jedno zdanie na polskiej stronie na pewno do nich nie dotarło, ale po pierwsze przygnębia samo w sobie, a po drugie, po zobaczeniu upadku całej fundacji dosyć mnie przeraża. Obchodzi mnie faktyczne zapobieganie krzywdzeniu dzieci i obchodzi mnie dobro wszystkich marginalizowanych grup, nie chcę się na ten temat zamykać tylko dlatego, że się boję. Ale myśl, że to samo pewnie spotka mnie w przyszłości, jeśli uda mi się zdobyć większe zasięgi, jest przerażająca. Jeśli cały zespół dorosłych, profesjonalnych osób złamał się pod tym ciężarem, to co dopiero niepełnosprawny student z jedynym wsparciem w postaci swoich współosób, które też nie radzą sobie najlepiej (tak, tak, też jestem pełnoletni, ale jest jeszcze pewien odrębny przedział między nastoletniością a dorosłością, nie zgodzicie się?). Ale cóż, dziękuję, że zostaliście do końca, i mam nadzieję, że zapamiętacie z tego choć tyle, żeby sprawdzać takie informacje, nie ważne, jak bardzo emocjonalnie by na was nie oddziaływały. Teraz mogę mieć przynajmniej nadzieję, że nie założycie o mnie najgorszego, kiedy usłyszycie od kogoś, że „ten strasznie zły Przewodnik po Mnogości wspiera pedofili”. I kto wie, może jeśli wystarczająco osób zostanie po mojej stronie, nie będę musiał porzucać aktywizmu, kiedy taki dzień nadejdzie.
I jeszcze na koniec odpowiedź na pytanie, które na pewno się pojawi: czy zgadzam się, że powinniśmy dodać P do LGBTQ+? Tak półżartem – jeśli mielibyśmy dodać P z racji bycia mniejszością seksualną, musielibyśmy dodać jeszcze Z, i O, S, M, N, w końcu byśmy skończyli z całym alfabetem i skrót by się już stał w ogóle nieużywalny (ja sam z czystego lenistwa często piszę LGBTQ+ zamiast LGBTQAI+, a LGBTQAI2S+ jeszcze nawet nie zacząłem używać – co dopiero osoby, które nie są w społeczności i mają problem z samym zapamiętaniem wszystkich tych liter). A tak bardziej serio: myślę, że mamy w lewicowych przestrzeniach tendencję do myślenia, że musimy mieć silnie określoną pozycję na każdą najdrobniejszą sprawę i wszystkie osoby, które się z nami nie zgadzają, zostają naszymi politycznymi wrogami. Powiem wam z doświadczenia, że takie myślenie doprowadzi was do odkrycia, że nikt się we wszystkim z wami nie zgadza i zostaliście na polu boju zupełnie sami. Może kiedyś opiszę swoje przemyślenia bardziej szczegółowo, ale szczerze – obojętnie mi, czy inne mniejszości seksualne zostaną dodane pod baner LGBTQ+, czy będą dalej walczyć o swoje sprawy pod własnymi banerami, jeśli tylko społeczność faktycznie będzie się trzymać wyrażonej przez Cantora zasady: „każde ma prawo do wyrażania swojej seksualności tak długo, jak długo nie robi nikomu krzywdy”. A cóż, rzeczywistość bardzo mnie w tej kwestii rozczarowała. Szczerze mówiąc nie czuję się już nawet integralną częścią społeczności LGBTQ+, chociaż jestem trans i gejem. Nie wszyscy są mile widziani w „tolerancyjnych” przestrzeniach, nieprawdaż?
Przypisy
* użyłem sformułowania jak w oryginale, ale obecnie odchodzi się od używania „dziecięca pornografia” na rzecz „materiały przedstawiające wykorzystanie dziecka” (ang. child sexual abuse material), z racji tego, że pornografia to materiał produkowany dobrowolnie za świadomą zgodą wszystkich zaangażowanych osób, jakim zdjęcia i nagrania wykorzystywania dzieci nie są
- ↑ Who should be excluded from child protection? | Prostasia Foundation
- ↑ A systematic review and meta-analysis investigating the impact of childhood adversities on the mental health of LGBT+ youth, Lucy Jonas i wsp., JCPP Advances, 2022
- ↑ Juveniles Who Commit Sex Offenses Against Minors, David Finkelhor i wsp., Juvenile Justice Bulletin, 2009
- ↑ a b Child Protection and Civil Liberties in the Balance | Jeremy Malcolm
- ↑ a b Rational approaches to pedophilia and prevention
- ↑ a b Supplementary FAQ for social media callouts | Prostasia Foundation
- ↑ Student-Staff Directory 1977-78, University of Minnesota, Morris
- ↑ James Cantor w serwisie X: „@virpeds Speaking as a gay men, I believe we…
- ↑ Youth, Suicidality, and Seeking Care, B4U-ACT, 2011
- ↑ Beyond Prostasia